Wołyńska rzeź – modlitewne wołanie o pojednanie polsko-ukraińskie


UDC 94(477.8) Ks. Witold-Józef Kowalów – doktor nauk teologicznych, redaktor czasopisma «Wołanie z Wołynia»

© Ks. Kowalów Witold Józef, 2013

W publikacji zaprezentowano jedną z najbardziej bolesnych stron stosunków polsko-ukraińskich – Tragedię Wołyńską 1943 roku, którą autor utożsamia z przejawami ludobójstwa. Została przeanalizowana pozycja Kościoła Katolickiego obrządków wschodniego i zachodniego dotycząca tych tragicznych wydarzeń. Z okazji 60. rocznicy Tragedii Wołyńskiej autor artykułu zwraca się do współczesników przywołując ich do dogłębnego zbadania tego problematu, bez czego nie da osiągnąć pojednania i całkowitego porozumienia między polskim a ukraińskim narodami.

Wyrazy kluczowe: ludobójstwo, Tragedia Wołyńska, wydarzenia historyczne, pojednanie między narodami.

О. Ковалів Вітольд-Йосиф. Волинська різня – молитовний заклик до польсько-українського поєднання. У публікації представлено одну з найболючіших сторінок українсько-польських стосунків – Волинську Трагедію 1943 року, яку автор ідентифікує з проявами геноциду. Проаналізовано позицію Католицької Церкви східного та західного обрядів щодо цих трагічних подій. Із нагоди 60-тої річниці Волинської Трагедії автор статті звертається до сучасників із закликом поглибленого вивчення цієї проблематики, без чого немислиме поєднання та повне примирення поміж польським і українським народами.

Ключові слова: геноцид, Волинська Трагедія, історичні події, поєднання між народами.

Priest Kowalyuw Witold-Juzef. Volyn slaughter – prayer call to Polish-Ukrainian union. The article deals with the most painful pages of Ukrainian-Polish relationships – Volyn Tragedy 1943 that the author identified with genocide manifestation. The position of Catholic Church of east and west rites about that tragic events are analysed. On the occasion of 60th anniversary of Volyn Tragedy, the author of the article addresses to the contemporaries with the call of deeper investigation of this problematic, without it, the conciliation between Polish and Ukrainian people isn’t completely united.

Key word: genocide, Volyn Tragedy, historical events, union between nations.

 „Wołyń trzeba rozumieć i znać”

Zofia Kossak [1, 10]

Formułowanie problemu naukowego i jego znaczenie. Przeżywamy kolejną 70. rocznicę zbrodni wołyńskiej. Obchody tej rocznicy poprzedziło podpisanie Wspólnej Deklaracji Kościołów rzymskokatolickiego w Polsce i na Ukrainie oraz grekokatolickiego na Ukrainie i w Polsce. Od wielu lat nasze Kościoły i narody kroczą trudną drogą do przebaczenia i pojednania. Żeby zrozumieć Wołyń, trzeba wiedzieć o rzezi wołyńskiej, której z kolei nie można zrozumieć. Ludobójstwo na Wołyniu było nielogiczne. Opętanie. Amok. Owszem, odbyła się czystka Polaków z tego terenu. Na Wołyniu niewiele pozostało Polaków. Ale po co, w jakim celu, nacjonaliści ukraińscy zabili w Tajkurach staruszkę, która miała ponad 100 lat. Przecież za niedługo zmarłaby śmiercią naturalną…

„Gdzie są nasze groby?” – pytał Szanowny Przedmówca p. Leon Popek. – Tych zamordowanych np. w Tajkurach część pochował na miejscu ks. Walerian Głowacz, a część na cmentarzu w Zdołbunowie. Wspomniany ks. Głowacz, jak pochował swoich zamordowanych parafian i zapisał te fakty w brudnopisie księgi zmarłych, sam zachorował psychicznie i udał się do Zdołbunowa.

Cel publikacji. Chociaż niektórzy twierdzą, że pojednanie polsko-ukraińskie jest niepotrzebne, to proces ten trwa od ponad dwudziestu lat. Na Wołyniu ten wątek – POJEDNANIE – jest częścią pracy duszpasterzy, częścią ich życia. Tak jak na początku Mszy św. jest Akt Pokuty jako wątek pojednania.

Wykład podstawiowego materiału i uzasadnienie uzyskanych wyników badań. Wydarzenia sprzed siedemdziesięciu lat wciąż dzielą i wzbudzają wiele emocji. Na Wołyniu pamiętamy o tych tragicznych wydarzeniach. Odprawiamy nabożeństwa, modlimy się, odpowiadamy na każdą prośbę, jeśli ktoś z Polski przyjedzie i prosi, żeby odprawić nabożeństwo czy poświęcić postawiony krzyż, czy odnowiony grób. To jest normalna i naturalna dla nas księży sprawa. Od kilku lat funkcjonuje też zarządzenie naszego byłego ordynariusza ks. biskupa Marcjana Trofimiaka, zatwierdzone w Rzymie, że w drugą niedzielę lipca odprawiane jest nabożeństwo żałobne w każdej parafii, w każdym kościele, w intencji ofiar rzezi wołyńskiej. Honorujemy więc tę symboliczną datę 11 lipca, kiedy nastąpiła kulminacja rzezi na ludności polskiej na Wołyniu. Poza tym obchodzone są rocznice mordów w poszczególnych miejscowościach. Do niektórych miejsc są organizowane pielgrzymki z Polski, w których uczestniczą rodziny pomordowanych, i coraz rzadziej ci, którym udało się cudem ujść z życiem. Bierzemy udział w tych uroczystościach, odprawiając nabożeństwa czy w Ostrówkach, Porycku, w okolicach między Kostopolem a Sarnami, Hucie Stepańskiej czy Janowej Dolinie. Takim przykładem mogą być uroczystości organizowane przez pana Janusza Horszkiewicza w okolicach Huty Stepańskiej, do uczestnictwa w których był zaproszony ks. bp Marcjan, ks. Władysław Łukasiewicz z Sarn i wielu innych księży z okolic. Nie sposób wymienić tutaj wszystkie miejsca zbrodni na Polakach… W Ostrogu, gdzie jestem proboszczem, Polacy mieli szczęście. Zamordowano wprawdzie 38 osób na ul. Tatarskiej, ale spowodowało to powstanie samoobrony polskiej. UPA nie odważyła się zaatakować Ostroga w czasie, kiedy Niemcy i Węgrzy wyszli z miasta, a Sowieci jeszcze nie wkroczyli. To był grudzień 1943 r. i styczeń 1944 r., najgorszy czas dla Polaków na tym terenie. Ale jak wspomina o. Remigiusz Kranc, wcześniej wiele polskich wiosek dosłownie zniknęło z mapy między Ostrogiem, Zdołbunowem, a Krzemieńcem. To był obszar, na którym bardzo aktywnie działała UPA.

Wiele już mówiono o zbrodni wołyńskiej w kontekście jednego z Dziesięciu przykazań. Wypada przypomnieć, że pierwotnie przykazanie do brzmiało „nie będziesz mordował” – „nie dopuścisz się morderstwa” – tak podaje Pismo św. w Księdze Wyjścia (Wj 20, 13) i w Księdze Powtórzonego Prawa (Pwt 5, 17). W taki właśnie sposób język hebrajski formułuje kategoryczny zakaz. W naszej tradycji zakorzeniło się jednak brzmienie „nie zabijaj”.

Michał Wojciechowski, świecki teolog, profesor Pisma Świętego na uniwersytecie w Olsztynie, podkreśla, że „oryginalny czasownik hebrajski (forma podstawowa «racah» jest mocniejszy niż polskie «zabijać». Oznacza zwykle zbrodnię zabójstwa (por. np. Lb 35, 11-21; Hi 24, 14; Ps 94, 6; Oz 6, 9), a nie zabicie człowieka na wojnie czy w samoobronie, ani też ukaranie śmiercią. Tym bardziej nie oznacza uśmiercenia zwierzęta” [2].

Nie powinno być wątpliwości, że Rzeź Wołyńska była ludobójstwem. Spory terminologiczne, o których wieści dochodzą do nas, przyjmujemy z zażenowaniem i bólem. Ważna jest pamięć o każdej wymordowanej miejscowości, o każdym miejscu, w którym mordowano bezlitośnie niewinnych Polaków. Każdą inicjatywę ustawienia w takim miejscu krzyża, pomnika, tablicy witamy ze wzruszeniem. Cieszymy się, że jeszcze są tacy ludzie, którzy pamiętają, choć tutaj kamień na kamieniu nie został. Tak więc przyjeżdżają, pokonują biurokratyczne bariery i stawiają krzyże pamięci. Nadal jednak jest wiele miejsc do dziś nieupamiętnionych, zapomnianych. Przykładem jest np. wieś Hurby, o której wielokrotnie pisaliśmy w „Wołaniu z Wołynia”, wymordowana 2 czerwca 1943 r., polska wieś. Rok później NKWD wyłapało banderowców i nacjonalistów i wykonało na nich wyrok. Obecnie w Hurbach upamiętnia się upowców budując im „memoriał sławy”, a o ofiarach polskich się zapomina.

Uznanie i potępienie zbrodni wołyńskiej jest jeszcze mocniejszym wezwaniem do modlitwy o pojednanie. Gdy modlimy się o pojednanie, to pozwalamy aby w nas zaistniała autentyczna chęć poznania odmienności drugiego, nawet, gdy nie zgadzamy się z jego poglądami, nie przyjmujemy jego wersji zaistniałych wydarzeń.

Dokument, który został podpisany 28 czerwca 2013 r. w Warszawie, nie jest pierwszą próbą Kościoła w Polsce i na Ukrainie na trudnej drodze do przebaczenia krzywd i pojednania. Nasze Kościoły mają wiele zasług w tej dziedzinie. Należy przypomnieć chociażby rzymskie spotkania biskupów polskich i u kraińskich w 1997 roku. Dzisiaj uległo to pewnemu zapomnieniu. I chyba nie tylko z tego powodu, że główni bohaterzy tego spotkania – kard. Myrosław Iwan Lubaczivśkyj [3] i kard. Józef Glemp [4] – nie żyją. Wówczas biskupi polscy zaprosili biskupów ukraińskich by na Jasnej Górze obchodzili wielki Jubileusz Chrztu Rusi Kijowskiej. Był to dobry zaczyn. Atmosfera mocnej wiary, która panowała w naszych narodach pozwoliła nam nie tylko zachować skarb wiary, ale zrozumieć potrzebę i konieczność dążenia do pojednania.

W taki sposób patrzymy też na cały pontyfikat bł. Jana Pawła II i jego dziedzictwo. Bł. Jan Paweł II był wielkim orędownikiem pojednania polsko-ukraińskiego i w różny sposób zachęcał do niego. Wniósł On ważny wkład w dialog na rzecz pojednania naszych narodów, odegrał niezwykłą opatrznościową rolę w zbliżeniu Polaków i Ukraińców. Wciąż mamy w pamięci wizytę Jana Pawła II we Lwowie, który w czerwcu 2001 r. nawoływał do oczyszczenia pamięci historycznej.

Z różnych stron słyszymy pytanie: „Czy możliwe jest rozwiązanie wzajemnych animozji miedzy wielkimi słowiańskimi narodami? Szczególnie, iż Polska i Ukraina są sobie niezwykle potrzebne w jednoczącej sie Europie” [5]. Myślę, że zebrani tutaj odpowiedzą na to i podobne pytania pozytywnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę wkład naszych Kościołów w dzieło pojednania.

Można powiedzieć bez przesady, że uroczystości sprzed dziesięciu lat, 60. lecia rzezi wołyńskiej, obchodzone w miejscowości Pawliwka (dawniej Poryck), w której uczestniczyli prezydenci obydwu krajów Leonid Kuczma i Aleksander Kwaśniewski, obaj kardynałowie ze Lwowa (dzisiaj dostojni emeryci) kard. Lubomyr Huzar i kard. Marian Jaworski, duchowni różnych wyznań oraz ofiary wraz z rodzinami, miały przełomowy charakter. Podczas obchodów zwrócono uwagę, iż oba państwa stawiają „sobie za cel działanie w duchu historycznego pojednania potępiając obopólne krzywdy”. Do uczestników tego modlitewnego spotkania zwrócił się specjalnym listem papież Jan Paweł II.

W styczniu 2005 r. kardynałowie Józef Glemp i Lubomyr Huzar wydali wspólny list o pojednaniu, który nawiązywał do trudnej historii, podkreślając znaczenie chrześcijaństwa wyrosłego z tradycji łacińskiej w Polsce i bizantyjskiej na Ukrainie. Odwołując się do orędzia z 1965 hierarchowie napisali na zakończenie: „Wznieśmy się ponad polityczne poglądy i historyczne zaszłości, ponad nasze kościelne obrządki, nawet ponad naszą narodowość – ukraińską i polską. Pamiętajmy przede wszystkim, że jesteśmy dziećmi Boga. Zwróćmy się do naszego Ojca: przebacz nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom. Aby nasza modlitwa była ze wszech miar owocna, powiedzmy sobie słowa: Przebaczamy i prosimy o przebaczenie – wszak mają już swoją historyczną moc w dziele pojednania narodów (por. List Biskupów Polskich do Biskupów Niemieckich, Rzym 1965). Niech ten akt przebaczenia i pojednania dokona się przed Obliczem Boga w Trójcy Jedynego i Bogurodzicy w miejscach świętych dla naszych wiernych: na Jasnej Górze i w Zarwanicy, w Warszawie i we Lwowie. Niech nasza wspólna modlitwa będzie modlitwą czystych serc, modlitwą ludzi dobrej woli”.

Dnia 19 czerwca 2005 r. na pl. Piłsudskiego w Warszawie, na zakończenie III Krajowego Kongresu Eucharystycznego, doszło do najbardziej spektakularnego aktu pojednania w historii chrześcijaństwa w obu krajach. Niestety te piękne wspólne posłanie i wydarzenie nie przyniosło efektów w nim pokładanych, nie stało się zaczynem głębszego pojednania. Dziennikarze Katolickiej Agencji informacyjnej w Warszawie próbowali dać taką odpowiedź: „Dlaczego ten piękny dokument nie przyniósł takiego owocu jak orędzie biskupów polskich do niemieckich, mimo że proces pojednania wsparli politycy, o czym świadczy np. wspólna modlitwa 27 kwietnia 2007 r. prezydentów Wiktora Juszczenki i Lecha Kaczyńskiego w 60. rocznicę akcji «Wisła»? Po pierwsze dlatego, że entuzjazm dla idei pojednania znacznie osłabł w porównaniu z pierwszą połową pierwszej dekady nowego tysiąclecia. Po drugie dlatego, że idea pojednania i porozumienia nie trafiła na podatny grunt i nie dotarła do świadomości znacznych rzesz społeczeństwa, tak jak to działo się w Polsce, a zwłaszcza w Niemczech, gdzie stosunki międzysąsiedzkie były stałym tematem dysputy publicznej. To sprawiło, że początkowe inicjatywy nie doczekały się kontynuacji. Uderza zwłaszcza brak kontaktów i wymiany między młodzieżą polską i ukraińska, które tak pięknie zapowiadała «Pielgrzymka Pojednania i Miłości» do Zarwanicy. Oba Kościoły – greckokatolicki i rzymskokatolicki – jakby zapomniały, że pojednanie to nie seria choćby najszlachetniejszych kroków, ale długotrwały proces” [6].

Pięć lat później, z okazji 65. rocznicy ludobójstwa popełnionego na Wołyniu przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia, ordynariusz diecezji Łuckiej Kościoła Rzymskokatolickiego bp. Markijan Trofimiak 9 lipca 2008 r. wydał okolicznościowy List Pasterski. Z uwagi na wagę tego dokumentu i jego krótką treść należy przytoczyć go w całości: „Biskup Markijan Trofimiak, ordynariusz diecezji łuckiej Kościoła Rzymskokatolickiego. List Pasterski z okazji 65-tej rocznicy tragicznych wydarzeń na Wołyniu. Umiłowani w Chrystusie Panu, dzisiejsza niedziela, która w kalendarzu liturgicznym nazywa się XV niedzielą okresu zwykłego, dla diecezji Łuckiej jest dniem szczególnym. Dziś stajemy wobec niedającej się pojąć ludzkim umysłem tragedii ludu zamieszkującego niegdyś kraj wołyński.

Świątynia nie jest miejscem odpowiednim dla bilansowania krzywd, jak również dzień dzisiejszy nie jest dniem wołania o pomstę do nieba. Świątynia zawsze była i jest miejscem modlitwy o przebaczenie i Boże miłosierdzie, a dzień dzisiejszy, druga niedziela lipca, która przed sześćdziesięcioma pięcioma laty była dla ludności wołyńskiej początkiem jej drogi krzyżowej, dzisiaj jest dniem pamięci i modlitwy za wszystkie ofiary nieprawości, która zawładnęła sercem człowieka.

A przecież Pan Bóg stworzył przedziwnie piękny świat i w tym świecie umieścił człowieka, stworzywszy go na swój obraz. Panowała pełna harmonia w relacjach człowieka z Bogiem. W Raju człowiek był bezmiernie szczęśliwy. I nagle wszystko runęło, gdyż w pewnym momencie swego istnienia człowiek swoją wolę postawił wyżej woli Ojca Niebieskiego. Wyciągając rękę po zakazany owoc człowiek jakby powiedział Stworzycielowi: „Nie twoja, lecz moja wola się stanie!”.

I stało się. Człowiek świadomie i dobrowolnie odrzucił przyjaźń z Bogiem i stracił wszystko, czym Pan Bóg tak hojnie go obdarował. Nadto i natura ludzka została skaleczona i jest teraz bardziej podatna na zło. Na skutki tego grzechu nie trzeba było długo czekać. Już w zaraniu dziejów Kain podnosi rękę na brata swego Abla. Przelewa się pierwsza niewinna bratnia krew. Niestety, do tego środka w ciągu dziejów sięgano zbyt często. Historia ludzkości to właściwie nieprzerwany ciąg wojen, ciąg ludzkich nieprawości, rzeki, morza krwi, łez i bezmiar ludzkiego cierpienia.

I rodzi się pytanie, które wyrywa się z serca i woła: Dlaczego?! Dlaczego, w imię czego brat odbiera życie bratu?! To pytanie unosi się nad całymi dziejami ludzkości. To pytanie uporczywie powraca i dzisiaj. Dlaczego w niedzielny poranek 11 lipca 1943 roku brat podniósł rękę na brata?! Dlaczego znów przelała się krew niewinnych ofiar?! Dlaczego?! Odpowiedzi nie ma, bo to jest mysterium iniquitatis – tajemnica zła, zła, które nie poddaje się żadnemu racjonalnemu wytłumaczeniu, zła, które wykracza poza wszelkie ludzkie pojęcia. Z tą tajemnicą zmierzyć się może jedynie tajemnica przeogromnej Bożej miłości, która zaprowadziła Jego jedynego Syna na szczyt Golgoty. Niech więc w tym dniu unoszą się ku niebu modlitwy za wszystkie ofiary tej straszliwej tragedii, za wszystkich, którzy opłakują swoich bliskich. Modlimy się także za tych, którzy w swoim zaślepieniu, podeptawszy przykazania Boże i Chrystusową naukę o miłości, podnieśli rękę na brata. Boże, przebacz im.

A dla nas pociechą niech będą słowa z Księgi Mądrości: „Dusze sprawiedliwych są w ręku Boga i nie dosięgnie ich męka […] Choć nawet w ludzkim rozumieniu doznali kaźni, nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności. […] Bóg ich bowiem doświadczył i znalazł ich godnymi siebie. Doświadczył ich jak złoto w tyglu i przyjął ich jak całopalną ofiarę” (Mdr 3, 1. 4. 5b-6) Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci! Niech odpoczywają w pokoju. Amen. Biskup Markijan Trofimiak. Łuck, dn. 9 lipca 2008 roku”.

List ten został dobrze przyjęty, ale oceniono go, jako „niewątpliwie ostrożny”. Marek A. Koprowski pisał: „Wielu dawnych mieszkańców Wołynia spodziewało się być może orędzia bardziej zdecydowanego, ale sam fakt ustosunkowania się do tragicznych wydarzeń sprzed 65-lat na obszarze Jego jurysdykcji kościelnej zasługuje na najwyższe uznanie. Biskup Markijan (po polsku Marcjan) po raz pierwszy zdecydował się na taką formę przypomnienia o «wołyńskiej tragedii», będąc wiernym swojej prasowej wypowiedzi sprzed kilku lat, w której stwierdził jednoznacznie: «Prawda musi być powiedziana». W tym kontekście waga «Listu Pasterskiego» biskupa Trofimiaka jest ogromna i bez wątpienia stanowi odważny gest. Władze ukraińskie najchętniej zapomniałyby o tym co działo się na Ukrainie 65 lat temu. List bp. Markijana z pewnością to utrudni” [7].

Każdego roku wielokrotnie i w wielu miejscach modlimy się za ofiary Rzezi Wołyńskiej. Nabożeństwa rocznicowe, a zwłaszcza „niedokończone Msze św. wołyńskie” – w których brał udział nasz były ordynariusz bp Marcjan Trofimiak – były też hołdem dla tych ofiar, które zginęły przecież m.in. podczas niedzielnych Mszy świętych. Zawsze w czasie takich modlitw prosimy Miłosiernego Boga o przebaczenie i pojednanie. Jesteśmy przekonani, że dobra wola jest po obu stronach, ale między nami jest tak wielka różnica zdań, tak głęboka rana, że bardzo trudno dojść do wspólnego stanowiska.

Co roku w Lublinie i w Łucku są – organizowane przez Centrum „UCRAINICUM” (KUL) i Wschodnioeuropejski Uniwersytet im. Łesi Ukrainki w Łucku – wspólne konferencje, sympozja i seminaria. Nie dotyczą one tematyki przebaczenia i pojednania, ale zawsze na tę tematykę jest miejsce. Takie spotkania naukowców, teologów i dziennikarzy są dobrym zaczynem, kształtują klimat dla podejmowania nowych inicjatyw i wyzwań. Ostatnio w kilku miastach na Wołyniu – w Łucku, Ostrogu i Równem – miała miejsce prezentacja projektu i książki „Pojednanie przez trudną pamięć”. Jest to owoc wspólnej pracy studentów z Lublina i Łucka. Warto byłoby ten projekt poszerzyć z obwodu wołyńskiego także na obwód rówieński. Studenci, uczestnicy wspomnianego projektu, ratują pamięć odnajdując ostatnich żyjących świadków. Starają się znajdować sprawiedliwych ludzi, którzy ratowali innych przed niechybną zagładą. Wielu świadków dopiero teraz zdecydowało się opowiedzieć o tym, co przeżyło.

Jesteśmy w pełni uznania dla naszego Metropolity Abp Mieczysława Mokrzyckiego za pełne konsekwencji stanowisko wobec tych wydarzeń. Bez wyraźnego powiedzenia i nazwania, czym była ta zbrodnia, będzie ona nadal balastem i przeszkodą dla prawdziwego pojednania. Odpowiedzialność historyczna istnieje i działa również i w sporze polsko-ukraińskim. Należy tutaj przypomnieć słowa wielkiego orędownika pojednania polsko-ukraińskiego Józefa Łobodowskiego: „Nie może być skutecznego leczenia urazów, jeśli się nie zna ich przyczyn”. Zawsze obawiam się robienia czegoś na siłę. Pojednania na siłę czy na skróty nie da się zrobić. Dam przykład. Ostatnio władze w Łucku zmobilizowały miejscowe Kościoły, by wydały wspólne oświadczenie. Niby wszystko dobrze. Jeszcze jedna dobra inicjatywa. Ale szkopuł w tym, że ten Apel Kościołów Obwodu Wołyńskiego w sprawie rzezi wołyńskiej miał zupełnie innym wydźwięk niż to, o czym zamierzali powiedzieć nasi pasterze. Dlatego też bardzo niepokojąca była wiadomość o podpisaniu wspólnego Apelu Kościołów Obwodu Wołyńskiego w sprawie rzezi wołyńskiej przez biskupa Stanisława Szyrokoradiuka. Wprawdzie Biskup wycofał się z tego podpisu, ale w jego imieniu dokument przecież sygnował jego delegat. Skoro złożył ów delegat podpis, to jednak posiadał pełnomocnictwa biskupie. Chwała Bogu, bp Stanisław Szyrokoradiuk wyjaśnił, że wspomnianego Apelu nie podpisał. Jednolite dotąd stanowisko Kościoła rzymskokatolickiego zostało jednak zachwiane. Wykorzystali to natychmiast dziennikarze – głównie „Gazety Wyborczej” – nagłaśniając całą sprawę, co też chyba nie służy porozumieniu.

Warto byłoby przeanalizować dokładnie trzy ważne tegoroczne dokumenty. Mam na myśli List Konferencji Episkopatu Rzymskokatolickiego Ukrainy, list Synodu Ukraińskiego Kościoła Grekokatolickiego oraz wspólną Deklarację Kościołów rzymskokatolickiego w Polsce i na Ukrainie oraz grekokatolickiego na Ukrainie i w Polsce. Gdy minie medialny szum i z pewnej perspektywy czasowej, na chłodno, zobaczymy na ile postąpiliśmy w drodze do prawdziwego pojednania.

Brak wspólnego listu pasterskiego w sprawie rzezi na Wołyniu był pewnym zgorszeniem, należy ufać, że wspólna deklaracja naprawi tę sytuację. Choć trudno coś teraz powiedzieć na ten temat, co będzie w przyszłości? W niedawnej przeszłości mieliśmy podobną deklarację polsko-rosyjską, na której mocno zaciążyła polityka. Nie chcemy, by na tworzącym się z takim trudem pojednaniu polsko-ukraińskim też zaciążyła polityka czy poprawność polityczna.

Aby pojednanie polsko-ukraińskie stało się faktem musi ono wyjść poza kręgi pasterzy i duchownych, pragmatycznych polityków i publicystów wypowiadających pobożne życzenia. Marcin Wojciechowski na łamach „Więzi” pisał: „Węzeł bólu i pamięci ciągnący się za Polakami i Ukraińcami kilka stuleci rozsupłać można, upamiętniając ludzi zabitych lub poszkodowanych w różnych tragicznych wydarzeniach po obu stronach oraz nazywając te wydarzenia po imieniu, takim jednak językiem, by nie robić z drugiej strony etatowych morderców, którzy okrucieństwo wyssali z mlekiem matki” [8].

Co robić by ów „węzeł bólu i pamięci” rozwiązać? Jakie warunki muszą zostać spełnione, by proces pojednania mógł być owocny? Jakie przeszkody stoją na tej drodze?

Jednym z takich warunków jest prawda. Bez powiedzenia prawdy o naszej bolesnej przeszłości trudno mówić o prawdziwym pojednaniu. Nie ma też pojednania na skróty. Nie można tego, co jest najistotniejsze, przemilczać w imię tzw. poprawności politycznej. Proces pojednania trwa od wielu lat. Zaangażowani są w nim zarówno pasterze, jak i świeccy. Toczy się on w różnych miejscach i na różnych poziomach. Nie boję się stwierdzić, że takim miejscem jest każda nasza parafia.

W czasie „Niedokończonych Mszy Wołyńskich”, odprawianych nabożeństw i konferencji popularno-naukowych, wielokrotnie podnoszony był postulat beatyfikacji zamordowanych w czasie rzezi wołyńskiej księży i sióstr zakonnych. Szanowny przedmówca, O. Prof. dr hab. Wiesław Bar OFMConv (Lublin), podniósł problem: „Ofiary rzezi czy męczennicy za wiarę? O możliwości prowadzenia procesów beatyfikacyjnych”. Podobne skrupuły były podnoszone w przypadku procesu beatyfikacyjnego bł. Jerzego Popełuszki, czy nawet wcześniej w czasie procesu św. Maksymiliana Kolbe.

Uważam, iż nie można deprecjonować ich ofiary. To są niewątpliwie męczennicy za wiarę. Zginęli za wiarę, za Chrystusa. Zginęli bo byli duchownymi lub zakonnicami Kościoła Rzymskokatolickiego i Kościoła Neounickiego (obrządku wschodniego). Cieszę się, że Konferencja Episkopatu Rzymskokatolickiego Ukrainy dostrzegła postać Sługi Bożego o. Ludwika Wrodarczyka. Ufam, że podobnie stanie wsie w stosunku do innych kapłanów i sióstr zakonnych, którzy oddali życie za wiarę, za Chrystusa, którzy nie opuścili swych wiernych wśród których służyli.

Niepokoi mnie jednak, że nawet do listu Episkopatu Rzymskokatolickiego Ukrainy, który został przeczytany w niedzielę 30 czerwca 2013 r., został przemycony eufemizm „tragedia wołyńska”. Przecież to była rzeź, klasyczna czystka etniczna. W efekcie UPA osiągnęła swój cel – na Wołyniu pozostało niewielu Polaków…

Wielu Polaków domaga się dzisiaj przyjęcia w sprawie rzezi wołyńskiej stanowiska międzynarodowej wspólnoty. Czy jest to dla Polaków bardzo ważne? Podobnie mówią Ormianie o swoim genocydzie, a Ukraińcy o Wielkim Głodzie na Ukrainie. Nie wolno nam zapominać i pozwolić na zapomnienie światu. Może warto brać tutaj przykład z Żydów, którzy dbają o upamiętnienie Holocaustu. Na Wołyniu zginęło zresztą o wiele więcej Żydów niż Polaków. W samym Ostrogu – ponad 6 tysięcy osób. Na Wołyniu miał miejsce Holocaust i spotkały się tutaj dwa okrutne systemy totalitarne. Nie jest tajemnicą, że Holocaust zachęcił nacjonalistów ukraińskich do wykonania czystki na Polakach. Były wtedy przez nacjonalistów ukraińskich śpiewane piosenki, choćby taka: „Z poczatku budemo żyto żaty, a potem pole oraty…”. W tej i podobnych piosenkach ludowych „żyto” oznacza Żydów, a „pole” Polaków. Tych piosenek jest kilka – taki ślad bolesnej historii w etnografii. Może kiedyś powstanie studium nad folklorem ukraińskim skażonym nacjonalizmem? Byłem w wielu miejscach, gdzie dokonano rzezi na Polakach, spotykałem też miejscowych, żyjących jeszcze świadków. Często rzezi dokonywały oddziały nacjonalistyczne pochodzące nie tylko z innych terenów. Bardzo często pomagali im w tym niestety sąsiedzi. Ale sąsiedzi też ratowali. Wszystko zależało od tego, kim był dany człowiek.

W dyskusji wokół zbrodni wołyńskiej zwraca się uwagę na szerszy kontekst historyczny. Ale nie można w ten sposób relatywizować odpowiedzialności ukraińskich nacjonalistów za zbrodnie na Polakach na Wołyniu. Zabijanie cywilnej ludności, kobiet, dzieci i starców jest niewątpliwą zbrodnią. Po co było zabijać stuletnią staruszkę w Tajkurach? Tak, zbrodnia jest irracjonalna. Ludność polska na Wołyniu nie stała na przeszkodzie do niepodległej Ukrainy. Zresztą w 1943 r. było już wiadome, że nie będzie tutaj niepodległej Ukrainy i na te ziemie wrócą Sowieci.

Wnioski i perspektywy dalszych badań. Niedawna wspólna deklaracja czterech metropolitów – abpa Józefa Michalika, abpa Światosława Szewczuka, abpa Jana Martyniaka i abpa Mieczysława Mokrzyckiego – zdaje się być tym sygnałem, że pojednanie będzie owocnie kontynuowane. Mamy nadzieję, że ta deklaracja naszych pasterzy umocni wspólne działania i pojednanie, które ciągle odbywa się „na dole, na nizinach”. Powinniśmy się konsolidować, by umieć przeciwstawić się szerokiej działalności różnych sekt, zagarniających swymi złudnymi ideami młodych ludzi.

Rocznica minie, a my na Wołyniu pozostajemy, musimy dalej żyć. Nie możemy jakby ciągle znajdować się na cmentarzu. Dlatego jest to tak ważne, by wreszcie nazwać po imieniu to, co się stało, i niejako odbić się od tego, tworząc nową rzeczywistość, ale opartą o prawdę.

Spis wykorzystanej literatury

1. Kossak Zofia. Przedmowa / Zofia Kossak // Maria Poziomska. Z motyką na słońce. – Poznań, 1939. – s. X.

2. Wojciechowski Michał. Dziesięć przykazań dawniej i dziś / Michał Wojciechowski. – Częstochowa 2011. – s. 91.

3. Lubacziwśkyj Myrosław. Przemówienie podczas spotkania w Kolegium św. Jozafata / Myrosław Lubacziwśkyj. – Znak. – 1988. – nr 395 (4) . – s. 32–35.

4. Glemp Józef. Przemówienie podczas spotkania w Kolegium św. Jozafata / Józef Glemp. – Znak. – 1988. – nr 395 (4). – s. 36–37.

5. Łysek Wojciech. Trudne partnerstwo: stosunki polsko-ukraińskie w świetle traumatycznych doświadczeń obu narodów / Wojciech Łysiek // http://www.profuturo.agh.edu.pl/pliki/Referaty_VI_KKMU/NSiH/P_125_AGH-VI_KKMU.pdf

6. Dziennikarze Katolickiej Agencji informacyjnej w Warszawie. Ważny krok ku pojednaniu? // http://www.niedziela.pl/artykul/5294/Wazny-krok-ku-pojednaniu

7. Biskup łucki o rzezi wołyńskiej // http://www.kresy.pl/wydarzenia?zobacz/biskup-lucki-o-rzezi-wolynskiej

8. Wojciechowski Marcin. Manowce «Manowców pojednania / Marcin Wojciechowski. – Więź. – 2010. – nr 4 (618) . – s. 98–101.

Advertisements

About Україна та Польща: минуле, сьогодення, перспективи

Інститут Польщі
Опубліковано у історія. Додати до закладок постійне посилання.

Залишити відповідь

Заповніть поля нижче або авторизуйтесь клікнувши по іконці

Лого WordPress.com

Ви коментуєте, використовуючи свій обліковий запис WordPress.com. Log Out / Змінити )

Twitter picture

Ви коментуєте, використовуючи свій обліковий запис Twitter. Log Out / Змінити )

Facebook photo

Ви коментуєте, використовуючи свій обліковий запис Facebook. Log Out / Змінити )

Google+ photo

Ви коментуєте, використовуючи свій обліковий запис Google+. Log Out / Змінити )

З’єднання з %s